Jeszcze wczoraj wiedziałem,że dobrze opowiem mój sen !
A teraz, to jak Bóg da !
W tym zakonie żyłem, pracowałem , modliłem się ,hodowałem pszczoły ; siałem też kwiatki i warzywa;pomagał mi Wincenty-posłuszny,pracowity i małomówny.Miał też wiele innych cech,dobrych cech.Mijało trzydzieści lat jak Wincenty żył w tym klasztorze na górce ,w miasteczku G. na Pomorzu.
Wincenty miał dziś przyjść do pszczół,a gdzie jest ?
Rozglądam się za nim.Krzyczę :Wincenty,Wincenty...
Brat Każmirz podbiegł do mnie i mówi:Nie przyjdzie ,poszedł do przeora .Odepchnął nas na korytarzu i wszedł do pokoju przeora.
Poszedłem po niego,bo był mi potrzebny.
Wincenty,czy mi pomożesz ?
Pomogę!
Potem,gdy już wybraliśmy lipcowy miód,wincenty wszedł małymi schodkami na mur otaczający klasztor i długo patrzył w daleki świat .
Płakał !
Mówił do mnie:
Jestem tu czterdzieści lat.Zmęczyłem się .Bóg mnie nie przyjmie do siebie,bo nikogo nie kochałem.Mnie też nikt nie kochał.Nikt nie wiedział, że tu jestem.Jeszcze raz wszedł na niewysoki mur i skoczył.Krzyknął do mnie :Nie wracam, jestem wolny.Niech ludzie mnie zobaczą i niech mi powiedzą :Kochany Wincenty.-Tylko tyle, a pójdę do Boga i Mu powiem :ludzie powiedzieli mi kochany Wincenty.
Machnął mi reką .
Odchodzę !
Nie wrócę !
Wieczorem przy bramie klasztornej pojawiło się dwóch policjantów .
Znaleźliśmy waszego brata :leżał przy drodze .nie żył !
Zakonnicy jak jeden mąż zaczęli wołać :Kochany Wincenty umarł !
Kochany,kochany...
W nocy przyszedł do mnie Wincenty i powiedział:Jestem u pana Boga.Mam tu dobrze.Bracia wołają na mnie Kochany Wincenty !
wtorek, 6 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz