Władze Białegostoku zwiększyły stypendium Markowi Twardowskiemu
Władze Białegostoku zwiększyły stypendium sportowe mistrzowi świata w kajakarstwie Markowi Twardowskiemu na 2011 rok. Będzie dostawał 2,2 tys. zł - to maksymalna wysokość tego świadczenia. Dotychczas był to 1 tys. zł.
Twardowski (Cresovia Białystok) zdobył w sobotę w węgierskim Szeged złoty medal mistrzostw świata w wyścigu na 500 m.
O zwiększeniu stypendium poinformował we wtorek wiceprezydent Białegostoku Tadeusz Arłukowicz podczas spotkania z Twardowskim, jego trenerem Andrzejem Siemionem oraz władzami klubu Cresovia Białystok. Wręczył listy gratulacyjne i upominki.
Arłukowicz w imieniu władz miasta pogratulował sukcesu mistrzowi świata. Mówił, że sukces Twardowskiego to "wielkie wyróżnienie, powód do dumy i do radości" dla Białegostoku.
Wiceprezydent podkreślił, że decyzja o zwiększeniu stypendium Twardowskiemu była podjęta już pod koniec lipca, a we wtorek została jedynie podana do publicznej wiadomości. Tego dnia Twardowski podpisał formalnie dokumenty w tej sprawie.
Pytany o marzenia związane z przyszłoroczną olimpiadą w Londynie Twardowski mówił, że nie zamieniłby wszystkich swoich dotychczasowych sukcesów na medal olimpijski, ale zrobi wszystko, żeby na igrzyskach stanąć na podium. Podkreślił, że "wszystko jest możliwe", z pomocą władz i kibiców.
Pytany o przygotowania do startu olimpijskiego mówił, że na razie trudno powiedzieć jak będą one wyglądały, ale ocenił, że nie powinny one bardzo odbiegać od tego, co było do tej pory. Planuje w grudniu i styczniu przebywać w górach na nartach, później wyjedzie za granicę, potem trenować będzie w
Pytany, czy po sukcesie jaki odniósł może liczyć na
Arłukowicz pytany przez PAP o ewentualne inne formy pomocy finansowej Białegostoku wobec Twardowskiego powiedział, że miasto rozważa możliwości prawne w tej sprawie. Mówił, że nie ma gotowych procedur finansowania zawodników. Niewykluczone, że będzie wniosek do Rady Miejskiej o przyznanie Twardowskiemu finansowej nagrody indywidualnej za sukces sportowy. Taką nagrodę otrzymali w przeszłości piłkarze Jagiellonii Białystok.
Marek Twardowski: radość miesza się z żalem
Marek Twardowski, który na węgierskim torze regatowym w Szeged zdobył złoty medal mistrzostw świata w wyścigu na 500 m, przyznał w niedzielnej rozmowie z, że nie ochłonął jeszcze po sobotnim sukcesie. Jak podkreślił kajakarz, radość miesza się z żalem.
Historia zatoczyła koło. 20 sierpnia 2006 roku w Szeged został pan mistrzem świata w K1 na 500 m. Po pięciu
Marek Twardowski: Nie miałem na to czasu, chciałem odpocząć, aby w niedzielę dopingować startujących kolegów. Cieszę się ogromnie z kolejnych medali. Poza tym jeszcze nie ochłonąłem po zwycięstwie, nie opadły emocje, za dużo myśli kłębi mi się w głowie. Zgłębiam tajniki tego, co się wydarzyło po tym, jak w 2009 roku wycięto mi prawie dwa metry jelita. Latem doznałem skrętu, niezwykle rzadkiego schorzenia, które powoduje niedrożność jelit i może prowadzić do utraty sprawności.
Obudziłem się z potwornym bólem brzucha. To było coś niespotykanego, nawet lekarze mówili, że nie zdarza się to w młodym wieku. Miałem dwie operacje, rozpruty brzuch, założono 40 szwów. Byłem skrajnie wyczerpany, nie mogłem jeść, pić, schudłem prawie 20 kilogramów. Dwa miesiące leżałem w szpitalu. Wyszedłem tuż przed swoimi 30. urodzinami. Najgorsza była diagnoza lekarzy: koniec z kajakami. Mówili krótko: nie ma powrotu do sportu. Z prawdziwego szczytu spadłem na samo dno. Jeszcze rok wcześniej byłem chorążym ekipy na igrzyskach w Pekinie. Pomyślałem, że nie może się to tak skończyć, że jeszcze nie teraz. Niech mnie pokona zawodnik, a nie choroba.
Była więc wiara, nadzieja i miłość...
- Tak, bardzo trafne ujęcie. Nie wiem tylko, w jakiej ułożyć to kolejności, bo gdyby nie miłość do tego sportu, nie miałbym tylu medali. Ten sobotni jest 35. medalem mistrzostw świata i Europy w różnych kategoriach wiekowych, jakie zdobyłem w piętnastoletniej karierze. Nadzieja i wiara muszą iść w parze. Gdy prawie wszyscy przestali wierzyć, że wsiądę jeszcze do kajaka, i mówili mi, zapomnij o wiosłowaniu, moje odwrotne przekonanie nabierało mocy. Przed startem nie mogłem usnąć, utwierdzałem się w nadziei, że cuda się zdarzają. Mówiłem sobie: musisz wygrać, i to zdecydowanie, by pokazać, że wróciłeś na dobre.
W pana radości odczuwa się nutkę żalu?
- Nie zaprzeczę, bo faktycznie, radość miesza się z żalem. Czy mówić teraz o tym? Chciałbym ten wątek pominąć, chociaż on ciągle wraca. Mam żal do tych osób, które mogły mi pomóc, a nie pomogły.
Jak pan sądzi, dlaczego nie chciały pomóc?
- Bo może nie widziały interesu. Dla nich Twardowski był już historią. Po wielu kontuzjach i skręcie jelit, kajakarstwo stało się moim hobby, moją prywatną sprawą. Kto chce wspierać fanatyków? Za swoje, odłożone w minionych latach
Ale chyba ma pan też komu dziękować?
- Oczywiście! Największy udział w tym złotym medalu ma trener Andrzej Siemion, z którym związany jestem od juniora, podobnie jak z lekarzem polskiego związku Andrzejem Rakowskim. To on pilotował wszystkie moje sprawy medyczne. To on po konsultacjach w swoim środowisku zdecydował, że można i warto zaryzykować, dając mi zgodę na start w mistrzostwach. Na początku tego roku przeniosłem się do białostockiej Cresovii, która mnie wspiera, ale nadal mieszkam w Augustowie, gdzie w klubie Sparta zaczęła się, dość przypadkowo, moja przygoda z kajakarstwem.
Przypadkowo?
- W szkole grałem w piłkę ręczną, koszykówkę, startowałem w biegach lekkoatletycznych. Ciągnęło mnie do rywalizacji. Od
Gdy więc klubowym zwyczajem Sparty trener Sławomir Aleszczyk zawitał do naszej klasy, by szukać kandydatów do kajakarstwa, najpierw gorąco zapaliłem się do tego pomysłu. Mina mi zrzedła, gdy zobaczyłem jezioro. Ze ściśniętym gardłem wsiadłem do kajaka. Poszedłem na następny trening, potem kolejny w tajemnicy przed rodzicami, którzy za nic na świecie nie zgodziliby się, abym został kajakarzem. Gdy wracałem z zajęć mokre rzeczy chowałem po domowych zakamarkach, czasami nawet do szafy. Sprawa się wydała, kiedy na obóz letni trzeba było mieć zgodę rodziców.
Jest pan mistrzem świata, ale nie w konkurencji olimpijskiej?
- Niebawem, wraz z trenerem, pomyślę o londyńskich igrzyskach, choć one chodzą mi po głowie od Pekinu. Pod uwagę biorę dwie konkurencje - K1 albo K2 na 200 lub 1000 m. W maju przyszłego roku kwalifikacje olimpijskie będą w Poznaniu.
Forum (11) Opcje »
|
- Waszym zdaniem:
- Pomoc
- Zasady Forum
- Wersja Statyczna
Kajakarskie MŚ: brązowy medal Ambroziaka i Putto
Denis Ambroziak i Dawid Putto wywalczyli brązowy medal podczas trwających w węgierskim Szeged mistrzostw świata w kajakarstwie. Polski duet startował w kategorii K2 na 500 metrów.
Reprezentanci Polski świetnie rozłożyli siły w wyścigu i choć na półmetku zajmowali szóstą pozycję, zdołali wyjść na pozycję medalową i do ostatnich centymetrów walczyli o drugie miejsce z Litwinami.
Zwycięzcami okazali się gospodarze. Węgierski duet David Toth i Tamas Kulifai pewnie wyprzedzili swoich rywali niemal o długość kajaka i wznieśli ręce przy wiwatach licznie zgromadzonej publiczności.
Medaliści wyścigu K-2 500 m:
1. David Toth, Tamas Kulifai (Węgry) 1.28,134
2. Ricardas Nekriosius, Andriej Olijnik (Litwa) 1.28,524
3. Denis Ambroziak, Dawid Putto (Polska) 1.28,848
EKSTRAKLASA W TWOJEJ KOMÓRCE
Forum (3) Opcje »
|
- Waszym zdaniem:
- Pomoc
- Zasady Forum
- Wersja Statyczna
Edward Szymczak: Polska jest światową potęgą w skoku o tyczce
- To, że Paweł Wojciechowski podczas zawodów nie ma żadnych zahamowań, było widać nie od dziś. Pokazał, jak walczą "fighterzy", przy okazji kontynuując tradycję polskiej tyczki, sięgającą końca lat 70. - powiedział na antenie Orange Sport Info Edward Szymczak, były trener polskich tyczkarzy po tym, jak Paweł Wojciechowski w koreańskim Daegu wywalczył tytuł mistrza świata.
Transmisje z lekkoatletycznych MŚ w Daegu przeprowadza Telewizja
- To był piękny konkurs, a mógł być jeszcze lepszy gdyby nie cudowna próba Kubańczyka, który ostatecznie zajął drugie miejsce. Wtedy mielibyśmy dwa medale (ostatecznie Łukasz Michalski był czwarty - przyp. red.). Ale tak, czy inaczej, mamy mistrza i, przynajmniej do jutra, mistrzynię świata. Jesteśmy potęgą w skoku o tyczce - dodał.
Edward Szymczak uważa, że nadchodzi prawdziwie złota era polskiej tyczki.
- Młodzi chłopcy pokazują, że wielkie sukcesy będziemy święcić w przyszłości. W tym roku Paweł Wojciechowski raczej nie pokona już 6 metrów, ale w przyszłym są igrzyska olimpijskie i przygotowania do nich będą mocne. NA dobry wynik stać też Łukasza Michalskiego, a Mateusz Didenkow, który dziś wyrównał swój rekord życiowy, pokazał, że nie zawsze będzie musiał być trzeci w ekipie - twierdzi trener.
Czytaj także: "Bajkowa historia w złotym kolorze" na blogu Tomasza Kalemby
Zdaniem Szymczaka,
- Wysoko oceniam szanse Ani Rogowskiej. Nie widać po niej śladu kontuzji, której doznała po złamaniu tyczki w Sopocie. Bardziej ostrożny byłbym w ocenie szans Moniki Pyrek - zakończył.
LEKKOATLETYCZNE MŚ W TVP
Ośmioosobowa reprezentacji Polski uczestniczyła w przedolimpijskich regatach kajakowych na torze w angielskim Eton, znanym głównie z zawodów wioślarskich. Jak wyjaśnił prezes PZKaj Józef Bejnarowicz, zawody miały wyłącznie charakter testowy.
- Udział w tych zawodach miał przede wszystkim charakter zapoznawczy. Chcieliśmy sprawdzić na miejscu jak wygląda system obsługi zawodów, transportu, lokalizacji wioski olimpijskiej. Z kolei dla organizatorów regaty miały charakter testowy, bowiem tor został trochę zmodernizowany i przystosowany to zawodów kajakowych. M.in. zainstalowano maszyny startowe, wieżyczki sędziowskie, wprowadzono pomiar dodatkowych międzyczasów, bo przecież regaty kajakowe rozgrywane są na innych dystansach niż wioślarskie. Wszystko odbyło się bez zarzutów - tłumaczył szef Polskiego Związku Kajakowego.
Tor w Eton ma bogate tradycje wioślarskie. Rozgrywane były tutaj m.in. mistrzostwa świata w 2006 roku, a miesiąc temu - mistrzostwa świata juniorów.
- W Eton odbywały się tylko regaty wioślarskie, dyscyplina, która jest bardzo popularna na tutejszym uniwersytecie. Z kolei kajakarstwo nie ma tutaj większych tradycji i wszystko wskazuje na to, że po igrzyskach olimpijskich
Jak wyjaśnił Bejnarowicz, kajakarze i wioślarze będą mieli wspólną wioskę olimpijską oddaloną o ok. 50 kilometrów od Eton. -
Do Eton udało się ośmiu polskich reprezentantów - kajakarki: Beata Mikołajczyk (Kopernik Bydgoszcz), Aneta Konieczna (Posnania), Ewelina Wojnarowska (Warta Poznań), kanadyjkarze: Mariusz Kruk (Posnania), Roman Rynkiewicz (AZS AWF Gorzów), Piotr Kuleta (Zawisza Bydgoszcz) oraz kajakarze: Dawid Putto (Kopernik Bydgoszcz) i Piotr Mazur (Zawisza Bydgoszcz). Rywalizowano tylko w jedynkach i dwójkach na dystansach olimpijskich. Najlepiej spisała się osada Konieczna/Mikołajczyk, która w swojej koronnej konkurencji - K2 na 500 m zajęła, podobnie jak przed dwoma tygodniami na mistrzostwach świata w Szeged, zajęła trzecie miejsce.
- Wyniki nie były istotne. Do Eton nie wysłaliśmy najsilniejszej ekipy, podobnie zresztą jak inne federacje. Tutaj chodziło przede wszystkim o zapoznanie się z torem - podkreślił Bejnarowicz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz